Ktoś powiedział: „Tam, gdzie nie ma dzieci, brakuje nieba.” Dzisiaj były i dzieci, i spory kawałek czystego nieba. Lekcje wyglądały zupełnie inaczej niż na co dzień. Z klas przenieśliśmy się na boisko sportowe „Orlik”, a całe przedpołudnie towarzyszyła nam przepiękna, słoneczna pogoda. Pan Krzysztof Janiczek dwoił i troił, aby nikt ani przez chwilę się nie nudził, a pozostali opiekunowie dziarsko dotrzymywali mu kroku. Najpierw w tańcu. Belgijka może nie jest trudniejsza od poloneza, ale dla większości z nas wciąż jeszcze stanowi nie lada wyzwanie. Z makareną poszło już o wiele lepiej. Potem przyszła kolej na międzyklasowe zmagania w rozmaitych konkurencjach sportowych. Najpierw ustawili się na bieżni najlepsi sprinterzy, a wśród nich wychowawcy. Najgłośniejszy doping otrzymała od swojej klasy pani Basia Wieciech. Bieg sztafetowy był niezwykle zacięty. Nie obeszło się bez fikołków i przewrotek, ale na szczęście nie odnotowano żadnych poważnych kontuzji. Kolejne konkurencje sprawdzały m. in. zręczność w rozwiązywaniu węzłów gordyjskich oraz zdolności taktyczne podczas gry w kółko i krzyżyk. Można też było wyginać śmiało ciało w zabawie z hula-hop. Ale ostateczną odpowiedź na pytanie, po czyjej stronie jest moc, przyniosła… lina. Klasie 6a bezapelacyjnie udało się wygrać. Siłacze przeciągnęli na swoją stronę wszystkich rywali. Czy kogoś to dziwi? Absolutnie nie, biorąc pod uwagę gabaryty członków ekipy. I nie pomogła nawet desperacka próba ratowania honoru pohańbionych słabeuszy podjęta – nieco z opóźnieniem – przez księdza Krzysztofa. Nie wiadomo, co by się jeszcze wydarzyło, gdyby w porę nie zjawiła się pani dyrektor i nie załagodziła napiętej sytuacji lodami. Niespodziankę ufundowała rada rodziców. Ostatnim punktem programu był mecz piłki siatkowej pań – wiotkie ciała pedagogiczne kontra zdeterminowane siódmoklasistki. Sędzia nie nadążał chyba za dynamicznie zmieniającą się sytuacją, bo po drugim secie, ku zaskoczeniu pań z obu drużyn, zarządził tie-break. Ostatecznego wyniku nikt nie był już pewien, ale przecież to wcale nie było najważniejsze. Liczyła się dobra zabawa.
Naszym wychowankom życzymy, aby czuli się dziećmi jak najdłużej, a takich beztroskich dni jak dzisiejszy mieli nieco więcej w całym roku. Wkrótce upragnione wakacje, więc okazji do radosnych spotkań w grupie rówieśników na pewno nie braknie.
red. Beata Fortuna